Drukuj
Kategoria: PAL Zawada
Wpisany przez Małgorzata Szafraniec   
poniedziałek, 07 sierpnia 2017 10:09

efs k p

            Rozmawiając z  najstarszymi mieszkańcami Zawady o czasach okupacji, które jak żywe obrazy pozostały w ich wspomnieniach, dowiedziałam się o prężnie działających w tym okresie olejarniach. Olejarnie funkcjonowały we wsiach i w miasteczkach Polskich od wieków. W pierwszej połowie XX wieku Zawada była samowystarczalną miejscowością z intensywnie rozwijającym się rzemiosłem. Tutaj powstawały piękne zapaski o charakterystycznych dla miejscowości pasach i tkane na krosnach chodniki, tutaj okoliczni mieszkańcy mogli z prosa uzyskać kaszę jaglaną a z maku, lnu, rzepaku i słonecznika olej, korzystając ze swojskiej roboty wialni i usług olejarni.

Pierwsza olejarnia powstała na terenie dzisiejszej wsi Zberezka. W latach trzydziestych ubiegłego wieku zakupił ją wraz z całą technologią dziadek Pana Wiesława Synowicza. Olejarnia rozwinęła się pod skrzydłami nowego właściciela Leona Synowicza – ojca Pana Wiesława. Mieszkańcy okolicznych miejscowości często przyjeżdżali z zebranym przez siebie ziarnem do „Olejarni u Leona”. Z przywiezionego przez siebie surowca wytłaczany był świeży olej. Pan Wiesław Synowicz opowiedział mi szczegółowo o procesie produkcji oleju. Moją wiedzę uzupełniła Pani Bożena Gawin, która pokazała mi starą stodołę i pomieszczenie gospodarcze wykorzystywane do produkcji tego cennego płynu. Niestety urządzenia służące do obróbki surowca na olej nie przetrwały do naszych czasów.

Produkcja oleju zaczynała się od kieratu zaprzężonego w dwa konie. Kierat ulokowany był za drewnianą stodołą i przymocowany do młynka umieszczonego wewnątrz stodoły. Młynek rozdrabniał ziarno, które w tej postaci trafiało do blaszanego kociołka z osią i korbką do obracania rozdrobnionego produktu w czasie smażenia. Kociołek umieszczony był nad paleniskiem w murowanym budynku gospodarczym. Temperatura prażenia wahała się od 37ºC do 40ºC. Osoba odpowiedzialna za proces prażenia musiała kontrolować temperaturę i mieszać za pomocą korbki surowiec. W tym samym pomieszczeniu znajdowała się sporych rozmiarów prasa, do której przekładano rozprażony produkt w jutowych ściereczkach. Prasa zbudowana była z metalu i drewna. Do ziemi przytwierdzony był drewniany kloc z wydrążonym otworem, w której umieszczano gorący surowiec  we wcześniej wspomnianych ściereczkach. Całość zabezpieczał drugi drewniany koc, natomiast we wnętrzu konstrukcji zainstalowane były metalowe zabezpieczenia, wzmocnienia i śruby. Prasa była ręcznie dokręcana i przeciągana metalową rurą. Obsługą maszyny zajmowali się silni mężczyźni. Olej wydobywał się metalową rurką do butelek lub banieczek i trafiał bezpośrednio do klienta. Odpady pozostałe z produkcji tzw. wytłoczki służyły jako karma dla zwierząt.

Z relacji Pana Wiesława Synowicza wynika, że ojciec uzależniał cennik swych usług od zamożności osoby i nigdy nie kierował się własnym interesem. Stąd nie dorobił się majątku na prowadzonej przez siebie manufakturze.

W okresie okupacji olejarnię wykorzystywali Niemcy, którzy przywozili do Pana Leona Synowicza – wówczas sołtysa wsi Zberezka - rzepak z Nieznanic i Widzowa  zmuszając go, by za darmo produkował olej na potrzeby Trzeciej Rzeszy. Z olejarni korzystali również partyzanci polscy i mieszkańcy okolicznych wsi.

Olejarnia przetrwała czasy okupacji, jednakże krótko po wojnie została zdemontowana. Ludzie przestali siać len, a olej zakupywali w sklepie.

W okresie okupacji powstała także druga olejarnia na obecnej ulicy Sobieskiego w Zawadzie, o której okupanci nie wiedzieli. Jej założycielem był Pan Władysław Śliwakowski – niezwykle kreatywny i przedsiębiorczy samouk, który uczył się kowalstwa u swego stryja w Przybyszowie. Pomagał mu brat – Józef Śliwakowski. Pan Lucjan Grabowski, bliski krewny Władysława Śliwakowskiego jako chłopiec pracował w olejarni wuja. Podczas okupacji istniało realne ryzyko, że Niemieccy żołnierze mogą za taką „nieoficjalną” działalność zastrzelić pracowników i właścicieli manufaktury albo wysłać ich do obozu koncentracyjnego. W tym okresie okupanci zabierali ludności cywilnej znaczną część dóbr, m.in. zboże, zwierzęta hodowlane, mleko w ramach tzw. kontyngentu i wysyłali młodych, silnych ludzi do ciężkich prac polowych, głównie na teren Niemiec.

Pan Lucjan Grabowski jako nastolatek znalazł się również w sytuacji zagrożenia. Kiedy wracał do domu z olejarni wuja został w pobliżu Kościoła w Zawadzie złapany przez żandarma, który dokładnie obejrzał odzież chłopca  przybrudzoną tłuszczem i zaczął wypytywać, czy jego ojciec nie ma jakiejś masarni. Żandarm chciał wiedzieć skąd na ubraniu Pana Lucjana pojawiły się tłuste plamy. Zdrowy rozsądek chłopca uśpił czujność żandarma. Żandarm usłyszał bowiem w odpowiedzi, że w domu nie ma mydła, a odzież chłopiec ma tylko jedną. W rzeczywistości plamy na ubiorze powstały podczas pracy Pana Lucjana przy obróbce oleju.

Pan Lucjan Grabowski opowiedział mi także o produkcji oleju u wuja. Technologia tej manufaktury różniła się nieco od prowadzonej przez Pana Leona Synowicza.

Z relacji Pana Lucjana Grabowskiego dowiedziałam się, że proces produkcji oleju rozpoczynał się w zbudowanym z pustaków budynku gospodarczym. Tam znajdował się kierat obsługiwany przez dwóch mężczyzn. Kierat połączony był z młynkiem do przetwarzania ziarna.  W stojącej na posesji Pana Śliwakowskiego drewnianej stodole umieszczone zostały dwa duże młynki wykonane własnoręcznie przez właściciela olejarni.  Jeden z nich służył do odwiania łusek z prosa, z którego produkowano kaszę jaglaną. Elementy metalowe konstrukcji, takie jak: śruba czy wałki do mielenia zostały zrobione w Fabryce Maszyn „Wojakowski i Kryzel” w Radomsku. Pomysłodawcą i projektantem tychże metalowych części był Pan Władysław Śliwakowski. Zmielony przez młynek surowiec prażyło się w dostawionej do budynku mieszkalnego sionce a następnie w specjalnie do tego przygotowanych lnianych ściereczkach wyciskano w prasie autorstwa Pana Władysława Śliwakowskiego, która znajdowała się w drewnianej szopie. Do olejarni przyjeżdżało mnóstwo klientów, również z miasta. Cennik był stały dla każdego. Surowcem do produkcji oleju był głównie len i mak. Na marginesie warto zasygnalizować, że Pan Władysław Śliwakowski skonstruował również maszynę do robienia pustaków, której rodzina używała przez lata. Olejarnia owiana tajemnicą przetrwała czasy okupacji. Jej rozwój zakończył się wraz z przedwczesną śmiercią Pana Władysława w 1947r.

Niezwykła historia olejarni w Zawadzie to tylko niewielka część zbieranych przeze mnie pięknych, czasem tragicznych historii, które usłyszałam od najstarszych mieszkańców okolic.

W bieżącym roku planujemy zrealizować film dokumentalny dotyczący okresu okupacji na terenie Zawady. Liczymy na pomoc wspaniałych seniorów, których wspomnienia są bezcenne.

Pomysł realizacji filmu we współpracy z najstarszymi mieszkańcami Zawady wiąże się z  Programem Aktywności Lokalnej Projektu Partnerskiego „Drużyna Powiatu” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014 -2020, Poddziałania 9.1.6 Programy aktywnej integracji osób i grup zagrożonych wykluczeniem społecznym, osi priorytetowej IX Włączenie Społeczne, który od 01.07.2016r. jest realizowany w tej miejscowości.